XIX FINAŁ WOŚP

11 stycznia, druga nad ranem… Mój niespełna pięcioletni syn przybiega do sypialni rodziców z pytaniem: Czy dzisiaj zbieramy pieniążki? Uzyskawszy potwierdzenie, spokojnie zasypia.

Ale emocje towarzyszą nie tylko jemu. Znowu po roku nadszedł ten wielki dzień, wielki zryw dobrych serc. Kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Na stole przygotowane do akcji serduszka (część pociętych, bo niektórzy wolą „na wynos”), puszka, identyfikator. Plan działania opracowany w sobotni wieczór. Rano tylko śniadanie, gorąca herbatka do termosu i do dzieła!!!

Przed dziesiątą, pełni optymizmu, jesteśmy już w drodze. I nie zawiedliśmy się.

Tak miło jest obserwować ludzi, którzy jednoczą się w jednym celu, którzy czują potrzebę pomocy i dzielenia się, którzy uśmiechem i dobrym słowem potrafią docenić trud tych często tak młodych wolontariuszy, tym samym motywując ich do działania.

O trzynastej pędzimy do szkoły na żurek. Czy jesteś głodny czy nie, zziębnięty czy rozgrzany, trudno sobie wyobrazić finał orkiestry bez tego tradycyjnego już posiłku. W tym czasie można wymienić się spostrzeżeniami, przedyskutować dalsze strategia „zbierania”.

Po żurku czas na kawałek pysznego ciasta, no może jeszcze kilka drobnych łakoci i ponownie wyruszamy w drogę.

Puszka robi się coraz cięższa, plecy zaczynają boleć, ale jeszcze troszkę, jeszcze godzinka, może dwie... jednak już wystarczy. Przed szesnastą wracamy do szkoły. A tu emocje coraz większe. Wszyscy z wypiekami na twarzy przeliczają zawartość puszek. Atmosferę podsyca Pani Małgosia, która co jakiś czas podaje aktualny stan. Czy pobijemy zeszłoroczny rekord? Zapewne tak. Nie wrócili przecież jeszcze najstarsi nasi „zbieracze”, gimnazjaliści.

Przychodzi czas na mały relaks. Koncert muzyczny, aukcja gadżetów WOŚP oraz pyszności przygotowanych przez rodziców. Jakieś dziewczynki biegają w ślicznych finałowych koszulkach. To Kaja, Julka, Magda, zwyciężczynie konkursu na szkolny znaczek XIX Finału.

Tak miło, ciepło, rodzinne...

Wrócili gimnazjaliści...

Wszystko przeliczone...

No i...

No i udało się! Po raz kolejny pobiliśmy rekord. Zebraliśmy 74 000 zł.

Godzina dziewiętnasta. Po krótkim pobycie w domu (trzeba było odwieźć zmęczonych wolontariuszy) wracam do szkoły. Pieniążki czekają na transport. Czeka też Darek, tata Magdy, no i panowie policjanci. Pani Małgosia i Pani Beatka mogą wreszcie chwilę odpocząć, a my jedziemy zawieźć pieniądze to telewizji…. Tu dopiero można poczuwać, że jesteśmy częścią naprawdę wielkiej sprawy.

                                   Do zobaczenia na XX Finale.

                                                                                     Aneta Grajda


Galeria | Archiwum